Zrealizowano ze stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

O projekcie

 

 

“Przyszli wygnańce na ziemię sybirską i obrawszy miejsce szerokie, zbudowali dom drewniany, aby zamieszkać razem w zgodzie i miłości braterskiej.”

Juliusz Słowacki, Anhelli

 

Był czerwiec 1910 roku. Wsiedli do pociągu na stacji kolei iwangorodzkiej w Dąbrowie. Wagony przeznaczone dla nich były towarowe, IV klasy, przystosowane do przewozu ludzi z dobytkiem. Zabrali ze sobą co tylko mieli; nie tylko rzeczy osobiste i jedzenie na drogę, ale również odzież, pościel, zegary, książeczki do modlitwy, obrazy i figurki religijne, sprzęty domowe, narzędzia rolnicze, piły, pługi, wozy, nasiona, ziarna zbóż, ziemniaki oraz żywy inwentarz jak konie i krowy. Byli robotnikami z okolic Czeladzi i Sosnowca. Po 16-17 dniach podróży, wysiedli na stacji w Czeremchowie we wschodniej Syberii, 120 km od Irkucka.

Syberia w historii Narodu Polskiego zapisała się krwawymi literami – jako bezkresna kraina, nazywana więzieniem bez krat. Kraina do której już w 1617 roku zesłano pierwszych Polaków i czyniono tak aż do czasów stalinowskich. Kraina, gdzie na każdym kroku można było znaleźć kości polskich wygnańców. Przez te wszystkie lata ponad 300 tysięcy Polaków zostało zesłanych w głąb Syberii. Wielu z nich nigdy nie wróciło… W latach 1907-1910 Syberia nie budziła już jednak takiej grozy – bardziej zaciekawienie. Krążyły wówczas legendy o nieprzebranych bogactwach i żyznych gruntach. Dla wielu ludzi cierpiących na niedostatek w zaborze rosyjskim, stawała się wręcz ziemią obiecaną. Do przeniesienia się w głąb Syberii zachęcała reforma agrarna carskiego premiera Stołypina. Dzięki niej, przesiedleńcy otrzymywali zniżkę na przejazd koleją oraz ziemię na własność.

W Czeremchowie, po otrzymaniu zapomogi, 59 rodzin udało się wzdłuż rzeki Idy do wyznaczonych działek. Po przebyciu około 100 km dotarli do Trubaczejewskiego Uczastku. gdzie na skraju tajgi wybrali dla siebie miejsce do zamieszkania. Nie wiadomo dlaczego zdecydowali się osiąść właśnie tam, tak daleko od miasta i trasy kolejowej. Być może pagórkowata okolica bogato porośnięta drzewami oraz wijąca się w dolinie rzeka Ida przypominała im rodzinne strony, które opuścili. Tutaj jednak zostali zakładając Wierszynę – polską kolonię w dalekiej Syberii.
Nowa ojczyzna ciężko doświadczyła Polaków. Każdy mężczyzna otrzymał wprawdzie 15 ha ziemi, jednak ta, w 2/3 powierzchni porośnięta była lasem, który musieli wykarczować. Wielu gospodarzy nie posiadało koni ani pługów. W ciągu krótkiego lata nie zdążyli nic zasiać. Aby przetrwać 8-miesięczną, syberyjską zimę, budowali ziemianki. Kolejnego lata nawiedziła ich susza, która pogorszyła i tak fatalną już sytuację. Walcząc o przetrwanie wyprzedawali przywieziony ze sobą majątek. Wspierali się w najcięższych chwilach, a gdy już się zadomowili, pobudowali nie tylko domy, ale również młyny i kuźnie. Na co dzień trudnili się rzemiosłem.

Latem 1912 roku wybudowali szkołę, dzięki czemu od września dzieci mogły uczęszczać na pierwsze zajęcia. Nauka w systemie trzyklasowym odbywała się w języku rosyjskim, jednak nauczycielami byli Polacy. W języku polskim władza zezwoliła wyłącznie na naukę religii. Bardzo szybko, bo już w 1911 roku, mieszkańcy zaczęli odczuwać potrzeby duchowe, co w 1913 roku zaowocowało rozpoczęciem budowy świątyni. Niewielki kościółek z modrzewia syberyjskiego był w stanie pomieścić ok. 100 osób. Został poświęcony w 1915 roku. Na jego patrona wybrano św. Stanisława – biskupa krakowskiego. Ksiądz przyjeżdżał z Irkucka tylko dwa razy w roku, więc na co dzień mieszkańcy, modlili się tam samodzielnie. Na pobliskim wzgórzu, na skraju lasu założyli też cmentarz, gdzie również sami chowali zmarłych. W sprawie ślubów jeździli do Irkucka. Do II Wojny Światowej małżeństwa zawierali wyłącznie między sobą.
Dzięki uporowi i ciężkiej pracy, żyło im się coraz lepiej. Zachowywali swoją odrębność kulturową pielęgnując polskie tradycje i posługując się między sobą językiem polskim. Wiele zmieniło się jednak pod koniec lat 20-tych, kiedy to władze ZSRR przystąpiły do akcji kolektywizacji rolnictwa i ateizacji społeczeństwa.

W Wierszynie, likwidacja zamożnego chłopstwa szła bardzo opornie. Władze radzieckie skierowały do syberyjskich wiosek agitatorów, których zadaniem było przekonywać chłopów do kolektywizacji. Na tych, którzy stawiali opór, nakładano uciążliwe kary – zwiększano podatki, stosowano wobec nich represje czy nawet wtrącano do więzienia. W Wierszynie, „dzięki” biedniejszym gospodarzom, w 1931 roku powstał pierwszy kołchoz “Czerwona Wierszyna”. Bogatszych do podporządkowania się zmuszono siłą. Każdej rodzinie zostawiono jedną krowę i 60 arów przyzagrodowej ziemi do uprawy. W 1934 roku zorganizowano drugi kołchoz “Czerwony Sztandar”. Położenie gospodarcze mieszkańców wsi mocno się pogorszyło. Dla polskiego chłopa, który swoją ziemię darzył ogromnym szacunkiem, i dla którego chęć posiadania tej ziemi była głównym powodem migracji, kolektywna gospodarka była prawdziwą klęską…

Razem z kolektywizacją w Wierszynie ruszył proces ateizacji i rusyfikacji. W 1933 roku mieszkańcom udało się wprawdzie obronić kościół przed rozbiórką, ale wkrótce potem został ograbiony i zamknięty. Aby nie było go widać z drogi biegnącej przez wieś, postawiono przed nim budynek klubu. Mimo, iż wprowadzono świeckie obrzędy chrztów, ślubów i pogrzebów, dzieci nadal chrzczone były, przez wybrane osoby, po katolicku. Polskie narodowe i religijne tradycje kultywowano w domowym zaciszu. W szkole całkowicie zlikwidowano naukę religii i język polski. Jednak największe represje w stosunku do mieszkańców Wierszyny nadeszły w 1938 roku, kiedy to NKWD uwięziło a potem zabiło strzałem w tył głowy 31 osób.

W coraz trudniejszej, socjalistycznej rzeczywistości próbowały się odnaleźć kolejne pokolenia Polaków. Większość z nich zatrudniona była w kołchozie. I choć płacono tam bardzo marnie, praca stała się koniecznością. W gruncie rzeczy było to bowiem jedyne miejsce zatrudnienia. W zamian za wysiłek, pracownicy mogli pożyczyć sprzęt rolniczy, aby obrobić przyzagrodowe pole.

Procesy rozpoczęte w latach 30-tych XX wieku powoli przynosiły władzom skromne owoce. Z biegiem lat, kiedy kościół pozostawał zamknięty a w szkole uczono że Bóg nie istnieje, Wierszynianie stopniowo gubili niektóre tradycje. Nigdy nie zapomnieli jednak ojczystego języka, którym posługiwali się w domowym zaciszu. Zmiany nastały wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. W 1989 roku do szkoły wróciła nauka języka polskiego, a po 57 latach ponownie został otwarty kościół. Coraz więcej Polaków odwiedzało Wierszynę, jednak podróże odbywały się również w przeciwnym kierunku. Zdarzało się, że wierszyńska młodzież wyjeżdżała do Polski – głównie po wykształcenie. Upadek kołchozu, bez którego kolejne pokolenia nie potrafiły już żyć, mimo wielu pozytywnych zmian, przyniósł również ogromne bezrobocie. Wielu mieszkańców utraciło jedyne źródło dochodu. Brak perspektyw wpłynął na to, że młodzi zaczęli wyjeżdżać za chlebem do odleglejszych miast. Niskie ceny produktów rolnych sprawiły, że uprawa ziemi na tamtym terenie stała się mało opłacalna. Starsi wciąż bardzo doceniają jednak fakt, że odzyskali swoją niezależność i własne ziemie.

Blisko 110 lat po przybyciu pierwszych mieszkańców w te syberyjskie rejony, w Wierszynie ciągle słychać język polski. W niemałym stopniu Wierszynianie zachowali też świadomość polskiego pochodzenia i polskich korzeni. Wielu z nich mówi o sobie “my Polaki”. W szkole odbywają się nie tylko regularne lekcje języka polskiego, ale próbuje się też na nowo wskrzeszać zapomniane tradycje. Od czasu do czasu odbywają się także uroczyste akademie, które nierzadko uświetnia, działający na tamtejszych terenach, folklorystyczny zespół “Jarząbek”. Od 2010 roku, w Wierszynie, na stałe pracuje także polski ksiądz. Msze święte, jak nigdy wcześniej, odbywają się nie tylko w święta, ale i codziennie. I podobnie jak w wielu innych miejscach na świecie, w które emigrują Polacy, to kościół skupia ludzi, którzy poza granicami Polski właśnie tam czują tę wyjątkową bliskość z Ojczyzną.